• Wpisów:97
  • Średnio co: 25 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 01:30
  • Licznik odwiedzin:25 615 / 2519 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
na ulicach palą się jeszcze lampy. ostatnie napite nastolatki wracają głośno do domów. na niebie leżą zgrabne chmury i maleńkie obłoczki. obrazek jak z opakowania nestle fitness. ciekawe co jest za tym blokiem? nieśmiałe słońce, kawałek księżyca, tęcza czy dzbanek złota? bezsenność. robi się coraz jaśniej. świta. za dużo myśli. kłopoty nadciągną razem z wiatrem, który jeszcze smacznie śpi. znów stanę się kukiełką, którą targają emocje jak porzuconą zabawką. co przyniesie nowy dzień? ból w żebrach, gule w gardle, piękące blizny? zaraz zobaczymy słońce. już za moment na nas spojrzy, zza tego bloku, za którym jest tęcza i obiecany garnek złota. uliczne lampy wciąż płoną. bezsenność. świta. czas rozpocząć nowy dzień. wstać i zjeść śniadanie, udać że kanapka nie mdli. trzeba wyjść z psem. włączyć telewizję. obejrzeć ... cokolwiek
 

 
Obiecaj mi, że pewnego dnia będziemy wracać do jednego domu, zasypiać i budzić się w jednym łóżku, jeść śniadanie w jednej kuchni, parzyć sobie nawzajem kawę po nieprzespanej nocy, dawać sobie całusa przed wyjściem do pracy, na uczelnie, czy gdzieś, a potem wracać, znowu do siebie.
 

 
W tej chwili jest 6.470.818.671 ludzi na świecie. Niektórzy z nich uciekają przestraszeni. Niektórzy wracają do domu. Niektórzy mówią kłamstwa, aby przetrwać dzień. Inni po prostu spoglądają prawdzie w twarz. Niektórzy są złymi ludźmi, w walce z dobrem, a niektórzy dobrzy walczą ze złem. Sześć miliardów ludzi na świecie. Sześć miliardów dusz. A czasami wszystko, czego pragniesz...to jedna.
 

 
Język w ustach, dymanie po ciemku, fasolka po bretońsku, nastrój po chuju - ściąganie empetrójek, ściąganie spodni, ściąganie twarzy.
 

 
Życie z dnia nadzień potrafi się kolokfialnie zmienić, nawyki odchodzą w zapomnienie, zawsze po przebudzeniu pierwsze co robiłem, to przeczytanie tych prymitywnych, a jak niezwykłe wiele dających, smsów od Ciebie. Teraz telefon służy mi do podświetlenia, kiedy w nocy, w ciemności szukam zapalniczki tylko po to, żeby móc usiąść na rogu łóżka i odpalić papierosa w nadzieji, że uspokoi on moje serce, które wszelkimi siłami stara się wyjść na zewnątrz. Nie rozumiem celu tego, że byłaś, przecież wspomnienia bolą, jak żadna inna krzywda, szczególnie fizyczna. Skurwysyńsko bolą, w szczególności te najpiękniejsze.
 

 
kolejny raz z rzędu, wypijając w sylwestra kieliszek szampana, obiecasz sobie, iż w tym roku wszystko naprawisz, poukładasz, posklejasz serce i zabezpieczysz je do tego stopnia, że nikt go nie naruszy. zanim się obejrzysz znów będzie ten ostatni dzień grudnia, padający śnieg, petardy na niebie i poczucie tego, jak wciąż zakurzona, pokaleczona, gdzieniegdzie niezdarnie poszywana marną, białą nitką, jest Twoja dusza.
 

 
Co robimy najczęściej ? Kłócimy się, czekamy na siebie i walczymy z uporem osła. A wiesz co jest najpiękniejsze? Potrafimy sobie wszystko wybaczyć, nie zapominając, że jesteśmy tylko ludźmi i popełniamy błędy. Pilnujemy tylko, by to nie zatruło naszej miłości, reszta jest nieważna.
 

 
Nothing's too cool
To take me from you
New York is not just a tan
That you'll never loose
Love is the new
Denim or black
Skeleton guns
Or wedding bells in the attic..
 

 
tak często mam ochotę wyłączyć się z tego świata. odejść, nie pozostawiając po sobie żalu. z daleka od tych kłamstw, chamstwa, zdrad i fałszu, od tych jebanych uczuć, które tak bezlitośnie ranią ludzi. w takich chwilach zatracam się w muzyce.
 

 
Nadchodzi taki moment, kiedy trzeba iść do przodu. Pomyśleć czasem o sobie, zrozumieć, że nie wszystko trwa wiecznie.
 

 
Każdego dnia kiedy się budzę pierwszy obraz, który staje mi przed oczami to Ty. Pierwsza myśl jaka przychodzi do głowy dotyczy Ciebie. Kiedy zasypiam widzę Twą twarz, czuję zapach, pamiętam dotyk.. Zasypiam spokojnie, bo wiem, że w końcu znalazłem czego szukałem - osoby tak bliskiej memu sercu, która codziennie wypełnia lukę w moim życiu, która dostarcza mi tyle radości o jakiej inni mogą tylko pomarzyć.
 

 
Znowu perfekcyjnie spierdolone.
 

 
Milion oddechów które dostarczają moim płucom tlen. Milion oddechów których świst przyprawia o dreszcze.
 

 
Przychodzi moment, kiedy stajesz, zaciągasz ręczny w swoim życiu, bierzesz głęboki oddech i uważnie czytasz drogowskazy - kolejne kierunki, znaki, drogi, którymi możesz podążyć. A w głębi coś pęka, bo jedyne, co wydaje się na tą chwilę właściwe to cofnięcie się, ruszenie wstecz - do tych uśmiechów, do każdej z tych rozmów, do obietnic, które nie zostały dopełnione, do słów, do jej głosu, dotyku, ciepła jej oddechu. Stoisz za wspomnieniem zapewnień, że zasługujesz na kogoś lepszego, podczas kiedy serce wali jak oszalałe o żebra wygłaszając swoje racje z przypomnieniem, że ona był wszystkim.
 

 
Rzuciłeś mnie na łóżko, skrupulatnie całując moją szyję. Twoje ręcę badały każdy centymetr mojego ciała, a Twój oddech przesiąkał do cna rozkoszą. właśnie wtedy zrozumiałam, że kochasz moje ciało. tylko je, że dusza czuje się ewidentnie pominięta. Żałuję, że się nie myliłam, żałuję, że kiedy doszłam do owego wniosku i chciałam po prostu wstać i wyjść, Ty mi na to nie pozwoliłeś i dokończyłeś miłość, miłość względem mojego ciała. Wbrew mojej duszy.
  • awatar TakamineGuitar: Gdy się kogoś kocha, takie rzeczy czasami ciężko bywa odróżnić....
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Irracjonalny świat, który wywołał u mnie tyle emocji. Skrajne zachwiania wywoływałem płaczem i strachem, wszystko mnie obrzydzało, wszystko było obleśne i nie do wytrzymania. świat żywi się naszymi wnętrznościami w sposób chory, sprawiający cierpienie. Połyka serce z beztroską, płaczemy każdego dnia , miesiąca i roku. Nie chcemy nic robić, bo wszystko jest chore sprawiające omdlenia. Giniemy od środka, krzyczymy krzykiem rozrywającym struny głosowe. Nasze płuca powoli się zmniejszają od tych cholernych papierosów, które wciska nam ten sukinsyn z permanentnym uśmiechem. Zaczynami się bać każdego dnia, boimy się myśleć. Szepczmy, żeby jebaniec nie słyszał jak jesteśmy zżerani od środka.
 

 
Drżysz ze strachu, który buszuje po twoim ciele, równie drastycznie co dym nikotynowy w płucach, zabija po kolei, z masochistyczną perfekcją każdy kawałek twoich wnętrzności. Problemy straszne, równie bardzo co potwory z dzieciństwa, nienagannie cię nachodzą, ale przed nimi nie jest w stanie uchronić nawet kołdra. Kładziesz się do łóżka, spać jest lepiej niż żyć na jawie, wtedy mniej boli. Śmierć jest dobrym rozwiązaniem, czasami jedynym, ale dla tych kilku uśmiechów w przyszłości, żyjesz. Nawet tych, wywołanych lękiem, przy którym dostajesz szczękościsku w obawie, że może być jeszcze gorzej niż na chwilę obecną.
 

 
Z własnej inicjatywy tracisz kogoś kto był dla Ciebie wszystkim. Udając przed samą sobą, że sobie bez niej poradzisz - zrywasz bo nie jest dość dobry. Właśnie wtedy zaczynasz się dusić, jakby ktoś jednym przecięciem odciął Ci dopływ tlenu. Właśnie wtedy na klatkę piersiową spada Ci gigantyczny głaz, a Ty nie wychodzisz z pokoju, łudząc się, że po za nią jeszcze dogłębniej będzie do Ciebie dochodzić, że jej już nie ma.
  • awatar TakamineGuitar: Bo kiedy osiągamy wszystko co chcemy zaczynamy stawiać sobie irracjonalne cele, żądać różnych, często nierealnych cech i to właśnie dlatego. Ja popełniłam taki błąd. Było dobrze, nawet bardzo, aż zaczęłam szukać czegoś, co w ogóle nie było potrzebne. Ale właśnie dlatego nazywamy się "ludźmi"...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›